Kategorie

Pożegnanie z Kolumbią

Ciepłe Morze Karaibskie, temperatura powietrza sięgająca 40 stopni, nad głową palmy, pod stopami gorący piach. Nie sposób po nim przejść bez obuwia, chyba że ktoś szybko biega, wtedy odległość od ręcznika do morza pokona sprintem. Stąpanie po nim przypomina bowiem chodzenie po rozżarzonych węglach.

Po kilkutygodniowych trudach podróży zasłużyliśmy w końcu na kilka dni błogiego lenistwa. Mija więc kolejny dzień w Santa Marta. Tym razem wybieramy plażę w południowej części miasta. Przemieszczam się z ręcznikiem razem ze słońcem, szukając odrobiny cienia. Promienie słońca dosłownie grillują moją skórę. Nie zdaję sobie z tego sprawy aż do powrotu do hostelu. Od morza wieje bowiem delikatna bryza, która maskuje efekt powolnego przypiekania. Jestem czerwona od stóp do głów. Wyróżniają się tylko moje coraz jaśniejsze od słońca włosy. Odkąd pamiętam nigdy nie lubiłam bezczynnego wylegiwania się na plaży. Grzechem byłoby jednak nie skorzystać z przepięknych kolumbijskich plaży nad Morzem Karaibskim. 

 

 

Santa Marta to półmilionowe miasto w północnej Kolumbii. Przyciąga tłumy Kolumbijczyków, spragnionych morskich i słonecznych kąpieli oraz dobrej zabawy. Podobno jest też najstarszym założonym przez Hiszpanów miastem Kolumbii. Ustanowiono je bowiem w 1525 r., a dokonał tego hiszpański konkwistador Rodrigo de Bastida. 

To co najbardziej przykuwa uwagę, to kolory mijanych budynków, ulokowanych wzdłuż wąskich ulic. Balkony pełne są kwiatów. Na ścianach domów i płotach można podziwiać ciekawe murale. Ulicami mkną uśmiechnięci i życzliwi Kolumbijczycy. Co chwila mijam stoiska, na których można kupić lemoniadę, soki owocowe, owoce, słodycze oraz rozmaite snacki. 

W drodze na plażę moją uwagę przyciągnął pewien zaniedbany budynek. Kiedy na niego spojrzałam, poczułam, że mogłabym w nim zamieszkać. Biała fasada, misternie kuty balkon, na który prowadziły dwie pary drewnianych drzwi. Nad każdym znajdowało się ozdobne nadproże. Na balkonie ustawiono nieco chaotycznie donice z kwiatami. Dom wyglądał na opuszczony. Pomyślałam, że może powinnam go sobie kupić, przerobić na pensjonat i osiąść na stałe w Kolumbii.

 

DSC_1072

 

Ciekawiło mnie ile taki dom może kosztować. Sam remont byłby bardzo kosztowny. Ale może w takich chwilach nie ma się nad czym zastanawiać, tylko jak bohaterka filmu “Pod niebem Toskanii”, dodać do siebie kilka liczb i szybko podjąć decyzję. Rzeczywistość jest jednak brutalna. Nawet po skrupulatnym dodawaniu, cena i tak przerosłaby moje możliwości finansowe. Zawsze jednak pozostaje mi patrzenie na zdjęcie, dzięki któremu wspomnie tego miejsca będzie ciągle żywe. Przypominające je sobie, gdzieś w zakamarkach wyobraźni będę snuć dalsze, bardziej i mniej realne plany. Już wielokrotnie przekonałam się w życiu, jak prawdziwe jest powiedzenie nigdy nie mów nigdy. Kto wie co przyniesie przyszłość. 

W Santa Marta spędziliśmy całe trzy dni, plażując, kąpiąc się w morzu, odpoczywając. Kiedy 40-stopniowe upały dały nam się we znaki, zrobiliśmy sobie krótką wycieczkę do Minca. Tam pośród górskich strumieni, wodospadów, rześkiego powietrza i soczystej zieleni lasu znaleźliśmy ochłodę od upalnych karaibskich plaż Kolumbii. 

 

 

Minca to niewielkie, zagubione pośród porośniętych dżunglą wzgórz miasteczko. Choć są tu sklepy, kawiarnie i hostele to nadal wygląda jakby zaglądało tu niewielu turystów. 

Rano tuż przed podróżą w stronę granicy z Wenezuelą, zatrzymałam się na chwilkę przed “swoim” domem, który stał bardzo blisko naszego hostelu. Za każdym razem kiedy obok niego przechodziłam zauważyłam nowe detale, które wcześnie uszły mojej uwadze. Teraz na balkonie pośród donic z kwiatami stały dwa krzesła. Przez uchylone drzwi do wnętrza domu wpadały promienie słońca. Aż chciało się zostawić plecak, usiąść na krześle i zostać tu na dobre.

Od Kolumbijczyków bije pozytywna energia. Są ciągle uśmiechnięci, zainteresowani, życzliwi, gotowi pomóc w każdej chwili. Nie kryją swoich emocji, widać je jak na dłoni. Żal rozstawać się z tym krajem i ludźmi. Przed nami jednak Wenezuela, ale to już inna historia i kolejny wpis. A do Kolumbii na pewno jeszcze wrócę, bo tu przecież zostawiłam swoje serce.

 

O autorze:

Julita Rękawek
Julita Rękawek

Archeolog i pasjonatka sztuki naskalnej oraz podróżowania, zarówno palcem po mapie, jak i w rzeczywistości...

Dodaj Komentarz

Fotogaleria