Kategorie

Lizbona poleca się na długi majowy weekend

Majowy weekend zbliża się wielkimi krokami. Biorąc zaledwie jeden dzień wolnego mamy na podróżowanie całe 5 dni. W głowach wielu z was, tak jak i w mojej, trwa zapewne gonitwa myśli, gdzie spędzić ten czas. 5 dni to za mało na daleką podróż, ale w sam raz na przedłużony weekend w którymś z europejskich miast. Proponuję zatem słoneczną Lizbonę. Miasto czerwonych dachówek, charakterystycznych tramwajów, wąskich brukowanych uliczek Alfamy, dźwięków fado, purpurowych zachodów słońca, lśniących w słońcu azulejos, pysznych pasteis de nata, mocnej kawy i słodkiej ginjinhii. Lizbona to miasto dla pasjonatów historii, romantyków, fanów dobrej kuchni, łasuchów, wielbicieli fado. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dodam, że to właśnie w tym mieście widziałam dwa najpiękniejsze zachody słońca w moim życiu.

 

 

Historia miasta sięga co najmniej czasów rzymskich. Obszar współczesnej Portugalii, nazywany Luzytanią, był wtedy jedną z prowincji tego potężnego imperium. Niestety na przestrzeni wieków miasto nawiedzały trzęsienia ziemi, grzebiące bogatą historię miasta głęboko pod gruzami. W 1755 silne trzęsienie ziemi, po którym miasto nawiedziło potężne tsunami, prawie doszczętnie zniszczyły ówczesną Lizbonę. Szacuje się, że spośród ponad ćwierć miliona mieszkańców zginęło co najmniej 60 tys. Wśród niewielu ocalałych rejonów miasta, znajdowała się usadowiona na solidnej skale Alfama, w której do dziś można poczuć ducha żywej historii miasta.

Co warto zobaczyć w Lizbonie? Mając aż 5 dni, możecie z powodzeniem wcielić w życie poniższą listę. 

Café A Brasileira

Nawet jeśli wolicie zieloną herbatę od kawy, nie możecie przegapić tej jednej z najstarszych kawiarnii w Lizbonie. Otwarta została w 1905 r. przez Adriano Tellesa, który importował mało popularną w ówczesnej Lizbonie brazylijską kawę z Minas Gerais. Początkowo jako sklep, z biegiem czasu A Brasileira stała się miejscem, przyciagającym intelektualne elity miasta. Bywał tu najsłynniejszy portugalski poeta Fernando Pessoa, choć on preferował kieliszek absyntu od filiżanki kawy. W 1988 przed kawiarnią ustawiono jego brązową posąg, z którym od tego czasu turyści namiętnie robią sobie zdjęcia. To właśnie w A Brasileira po raz pierwszy zaserwowano bica, czyli bardzo mocną kawę, przypominającą espresso i również podawaną w niewielkich filiżankach. Jeśli wierzyć miejskim legendom nazwa “bica” może być skrótem od “beba isto com açúcar”, co można przetłumaczyć z portugalskiego jako “pij to z cukrem”. Nie wiem ile w tym prawdy, ale brzmi całkiem przekonująco. Ja zawsze dodaję trochę brązowego cukru. Brazylijska kawa z brazylijskim cukrem z trzciny cukrowej jest najlepsza na świecie. A skąd wziął się pomysł na serwowanie bica? Jak się okazuje, był to wynik wymyślonej przez właściciela sklepu kampanii reklamowej. Otóż każdy kto zakupił kilogram importowanej przez niego brazylijskiej kawy, otrzymywał filiżankę świeżo zaparzonej kawy gratis. 

Dziś ta kawiarnia w stylu art déco to niemalże ikona Lizbony. Utrzymana w kolorach żółci i zieleni witryna sklepu, prowadzi do wnętrza kawiarni, której ściany zdobią lustra, liczne mosiężne dodatki, a naczelne miejsce zajmuje długi dębowy bar. Znalezienie wolnego stolika często graniczy z cudem.

 

 

 

Dzielnica Alfama

W tej jedynej prawie nietkniętej przez potężne trzęsienie ziemi i tsunami w 1755 r części Lizbony, mieszka dusza tego miasta. Tu sięgają korzenie nostalgicznej muzyki fado. Wąskie brukowane uliczki niejednokrotnie przechodząc w schodu, wiją się wzdłuż wzgórz pomiędzy zamkiem São Jorge a rzeką Tag. Alfama to również najstarsza dzielnica Lizbony, sięgająca czasów Maurów, co widać bardzo wyrażnie w rozplanowaniu ulic. Już od czasów średniowiecza zamieszkiwana przez najniższe warstwy społeczne miasta. Może właśnie dlatego stała się sercem melancholijnego, mówiącego o stracie, smutku i zmaganiu z trudną codziennością fado. Alfama to także miejsce pełne kolorowych murali.

 

 

 

 

Nostalgiczne fado

Fado to kwintesencja portugalskiego saudade, nostalgii, tęsknoty za utraconą przeszłością, miłością, brakiem czegoś co może nigdy już nie powrócić. Fadistas (artyści fado) mówią o sobie, że aby być fadista trzeba się z tym urodzić. Fado można przetłumaczyć jako los, przeznaczenie, ludzką dolę. XIX-wieczna Alfama zamieszkiwana przez najniższe klasy społeczne, w tym rybaków i marynarzy, była też swego rodzaju tyglem, pełnym rozmaitych tradycji kulturowych z Brazylii i krajów afrykańskich. Żywe były rozmaite style muzyczne, w tym hiszpańskie fandango, afro-brazylijskie lundum, portugalska fofa i portugalsko-brazylijska modinha, wykonywana z akompaniamentem gitary. To prawdopodobie z tych rozmaitych tradycji narodziło się fado, które od połowy XX w urosło do roli reprezentanta portugalskiej kultury. Niektórzy z kolei upatrują początków fado jeszcze czasach Maurów. W 2011 fado znalazło się na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Fado rozsławli tacy artyści ja Amália Rodrigues, zwana królową fado, Dulce Pontes, Madredeus czy Mariza. Będąc w Lizbonie zajrzyjcie koniecznie do jednego z licznych domów fado w Alfamie, aby posłuchać tej rozdzierającej serce muzyki. 

 

 

 

 

Casa dos Bicos

Ten renesansowy budynek z elementami stylu manuelińskiego zdecydowanie zasługuje na uwagę ze względu na swą ciekawą konstrukcję i historię. Casa dos Bicos znajduje się w dzielnicy Alfama. Fasadę budynku zdobią elementy przypominające kolce lub ptasie dzioby, co odzwierciedla się w samej jego nazwie “dom dziobów”. Przez 500 lat swego istnienia budynek pełnił kilka funkcji. Był domem syna pierwszego gubernatora Indii Portugalskich, a nawet magazynem dorsza. Obecnie casa dos bicos jest siedzibą Fundacji José Saramago, słynnego współczesnego portugalskiego pisarza i laureata nagrody Nobla w dziedzinie literatury. To przez jego książkę “Podróż słonia” Lizbona, a w szczególności dzielnica Belém zawsze będzie mi się kojarzyła ze słoniem Salomonem, którego arcyksiążę Maksymilian otrzymał jako prezent ślubny od portugalskiego króla Jana III…

 

 

Torre de Belém

Wznosząca się niemalże u wrót Lizbony 35 m ufortyfikowana wieża, jest obecna w krajobrazie miasta już od 500 lat. Wybudowano ją w stylu manuelińskim, który jest połączeniem gotyku z elementami morskimi, będącymi konsekwencją portugalskich odkryć. Obecne są tu też elementy orientalne, zwłaszcza wpływ architektury mauretańskiej, widoczne choćby w łukowatych oknach i delikatnych zdobieniach. Wieża stanowiła część systemu obronnego miasta, zaprojektowanego jeszcze pod koniec XV w przez króla Jana II zwanego Doskonałym. Jej budowy podjął się dopiero jego następca Manuel I zwany Szczęśliwym. W trakcie swej 500-letniej historii budowla pełniła kilka funkcji, Była latarnią morską, wieżą obronną, więzieniem aż stała się jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych współczesnej Lizbony. Tu widziałam pierwszy z owych najpiękniejszych zachodów słońca w moim życiu.

 

 

 

Pomnik Odkrywców

Padrão dos Descobrimentos, bo tak po portugalsku brzmi nazwa pomnika, odsłonięto w 500 rocznicę śmierci Henryka Żeglarza. To on bowiem wyruszając na podbój mauretańskiej Ceuty, zapoczątkował eksplorację wybrzeża zachodniej Afryki, a tym samym stał się prekursorem ery wielkich portugalskich odkryć. Nie dziwi więc fakt, że wśród 33 postaci przedstawionych na monumencie, to Henryk Żeglarz jest tą główną, za którą podążają pozostałe. Po obu bowiem stronach pomnika w kształcie karaweli ukazane są ważne postacie z okresu wielkich odkryć geograficznych. Są to krółowie, podróżnicy, kartografowie, artyści, naukowcy i misjonarze. Widzimy zatem m.in Vasco da Gamę, który jako pierwszy dotarł drogą morską z Europy do Indii, Ferdynanda Magellana, który opłynął świat, Pedro Álvaresa Cabrala, który jako pierwszy europejczyk dotarł do wybrzeża Brazylii, Bartolomeu Dias, któremu w 1488 r. udało się opłynąć południowy kraniec Afryki. Na pomniku swe miejsce znalazł również “książę poetów” a mianowicie Luís de Camões, autor portugalskiego eposu narodowego Os Lusíadas (Luzjady), który opowiada o wyprawie Vasco da Gamy i odkryciu drogi do Indii. Utwór powstał najprawdopodobniej w czasach kiedy sam autor przebywał daleko od swej portugalskiej ojczyzny, bo aż w Makau. 

Usytuowanie monumentu na brzegu Tagu również nie jest przypadkowe. To właśnie stąd żeglarze wyruszali w świat, w poszukiwaniu nowych terytoriów i w celu budowania potężnej sieci handlowej, na której opierało się portugalskie imperium.

W trakcie mojego ubiegłorocznego pobytu w Lizbonie pomnik przechodził prace konserwatorskie, więc nie udało mi się zobaczyc go w całej krasie. Za to ogromne wrażenie zrobiła na mnie marmurowa mozaika, ułożona na placu przed pomnikiem, która doskonale ilustruje trasy portugalskich wojaży po świecie. Nam z kolei pozwala zobaczyć jak potężnym i dalekosiężnym imperium była niegdyś Portugalia. Mozaika o średnicy 50 m, dar od rządu RPA, przedstawia różę wiatrów, w którą wkomponowana jest mapa szlaków, którymi w czasach wielkich odkryć, pływały portugalskie karaki i karawele. 

 

 

 

Klasztor Hieronimitów

To właśnie tu widziałam drugi z tych najpiękniejszych w moim życiu zachodów słońca. Wszystko rozegrało się przed moim oczami, kiedy stojąc w kolejce do cukierni Pasteis de Belém, odwróciłam się, aby ostatni raz spojrzeć na klasztor Hieronimitów. Zaniemówiłam z wrażenia, kiedy zobaczyłam ten spektakl kolorów, wszystkich odcieni różu, pomarańczy i czerwieni.

Położony w dzielnicy Belém klasztor Herionimitów (Mosterio dos Jeronimos) to wizytówka architektury manuelińskiej w Lizbonie. Budowla zachwyca swą złożoną ornamentyką portali, arkad, kolumn i łokowatych okien. Ponadto klasztor, kryje w swoim wnętrzu nagrobki bardzo ważnych postaci w historii Portugalii. Oprócz grobów królewskich, w tym Manuela I i jego żony, od którego wywodzi się styl manueliński, znajdują się tu sarkofagi Vasco da Gamy, wieszcza narodowego Luísa de Camõesa oraz wybitnego poety Fernando Pessoa. 

Ulokowany na brzegu rzeki Tag klasztor, budowano 100 lat. Konstrukcję rozpoczęto bowiem w 1501, zaś inauguracja miała miejsce dopiero w 1604 r. Misją klasztorą było zapewnienie wsparcia duchowego i opieki dla żeglarzy wypływających z pobliskiego portu w daleki i niebezpieczny świat. Mnisi wypełniali swe obowiązki względem podróżnych aż do 1833, kiedy nastąpiła sekularyzacja klasztoru. Dziś mieści się tu Muzeum Morskie i Narodowe Muzeum Archeologiczne. 

 

 

 

Pastel de Belém

Niedaleko klasztoru Hieronimitów mieściła się nigdyś niewielka rafineria cukru trzcinowego. Legenda mówi, że po sekularyzacji klasztoru, ktoś z jego dawnych mieszkańców zaczął wypiekać ciastka na tyłach owej manufaktury. Przepis na słynne pasteis jest rodem z przyklasztornej kuchni, a że cała historia dzieje się w dzielnicy Belém, stąd i nazwa tego słynnego lizbońskiego ciastka, pastel de Belém. Dziś przed drzwiami słynnej cukierni, działającej już od 1837, o każdej porze dnia stoi długa kolejka turystów i wielbicieli popularnego przysmaku.

 

 

Plac Rossio

Zwany też Praça de D. Pedro IV plac dedykowany królowi Piotrowi IV, górującemu nad nim z swego monumentu. Piotr IV był jednocześnie Piotrem I, pierwszym cesarzem Brazylii, nazywanym potocznie Dom Pedro. 

W XIX w plac wyłożono calçada portuguesa, czyli w tym przypadku zaaranżowaną w falujący wzór kostką brukową. Zaś z obydwu stron placu, usadowiły się sprowadzone w tym samym czasie z Francji brązowe fontanny. To one właśnie zrobiły na mnie największe wrażenie w trakcie spaceru po placu. Pozwalają nieco ochłonąć po tym jak sobie uświadomimy, że tu właśnie odbywały się publiczne egzekucje z ramienia portugalskiej inkwizycji, która obrała sobie to miejsce za siedzibę… Jednym z bardzo ciekawych obiektów, które otaczają Rossio i na który zdecydowanie warto zwrócić uwagę, jest niewiątpliwie pochodząca z końca XIX w stacja kolejowa w stylu neo-manueliskim.

Duża część zabudowy wokół Rossio pochodzi z okresu rekonstrukcji po trzęsieniu ziemi w 1755 r. Wchodzi on w skład obszaru w centralnej części Lizbony, zwanego Baixa Pombalina. Nazwę zawdzięcza ważnej postaci w historii miasta, którą był Sebastião José de Carvalho e Melo, dobrze znany jako Markiz de Pombal. To bowiem on podjął się odbudowy miasta, co więcej, wprowadzając w życie jedne z pierwszych przykładów architektury, odpornej na skutki trzęsień ziemi. Przypomnę, że Markiza de Pombal znamy już z mojego wcześniejszego tekstu poświęconego Porto. To właśnie on przez podjęcie odpowiednich kroków prawnych, przyczynił się do umocnienia “portugalskości” wina porto, które aby móc być nazwane porto, musiało być wyprodukowane w regionie Douro.

 

 

 

 

Praça do Comércio

To nic innego jak główny plac handlowy dawnej Lizbony. Już sama jego nazwa “comércio” czyli “handel” wskazuje jakie odgrywał znaczenie w ekonomii stolicy Portugalii. Otaczające go budynki mieściły bowiem biura rządowe, których zadaniem była koordynacja działań portu oraz egzekucja prawa handlowego i nakładanie cła na towary. 

Pośrodku placu wznosi się brązowy pomnik króla Józefa I zwanego Reformatorem, który ustawiono tutaj w 1775 r. 

Praça do Comércio, podobnie jak wspomniane wyżej Rossio, wchodzi w skład Baixa Pombalina, części miasta przebudowanej po trzęsieniu ziemi z 1755 r. Zanim powstał tu podziwiany współcześnie plac, stał tu pałac królewski. Paço da Ribeira był królewską rezydencją przez 250 lat, aż do czasu kiedy zniszczyło go trzęsienie ziemi. 

U wylotu placy w kierunku Rua Augusta, najbardziej reprezentacyjnej ulicy Lizbony, znajduje się, wybudowany w 1873 r. majestatyczny łuk. Arco da Rua Augusta, bo tak brzmi jego nazwa w języku portugalskim, upamiętnia odbudowę miasta po trzęsieniu ziemi. 

Rua Augusta podobnie jak wspomniany już wyżej plac Rossio słyną z charakterystycznej calçada portuguesa, czyli kostki brukowej, ułożonej w specyficzne motywy. Calçada portuguesa dotara także poza granice współczesnej Portugalii. Do dziś można ją zobaczyć na terenach dawnych portugalskich kolonii od Azji po Amerykę Południową. W Brazylii widziałam ją choćby w Manaus, Rio de Janeiro i w São Paulo.

 

 

 

 

 

Katedra Se

Historia lizbońskiej katedry sięga mroków średniowiecza. Jej budowę rozpoczęto bowiem w 1147 a ukończono w pierwszych dekadach XIII stulecia. W ciągu wieków była wielokrotnie przebudowywana, od pierwotnej romańskiej bryły, przez gotyckie aranżacje, po elementy klasycystyczne i rokoko. Ta surowa, przypominająca zamek konstrukcja, zdecydowanie wyróżnia się pośród typowej lizbońskiej architektury.

 

 

 

Convento do Carmo

Zespół klasztorny Karmelitów ufundowano w 1389 r, a konstrukcję gotyckich budowli zakończono w 1423 r. Konvent został niemal całkowicie zniszczony w wyniku trzęsienia ziemi w 1755 r. Bezpowrotnie utracono bibliotekę liczącą kilka tysięcy woluminów. Część zabudowań klasztornych została zrekonstruowana na przestrzeni wieków. Natomiast gotycki kościół nie doczekał się odbudowy. Mieści się tu małe muzeum archeologiczne, opowiadające o historii Portugalii.  

 

 

 

Zamek św. Jerzego 

Castelo de São Jorge zdecydowanie góruje nad Lizboną. Choć wybudowany w czasach Maurów, można tu natrafić na starsze elementy, sięgające najparwdopodobniej jeszcze czasów rzymskich. Zamek był rezydencją królewską aż do czasów kiedy rola ta przypadła Paço da Ribeira, w którego miejscu znajduje się obecnie Praça da Comércio. Pełnił również rolę koszarów wojskowych i więzienia. 

 

 

Petiscos i ginjinha

Tuż przy Rossio na Praça de São Domingos mieści się pierwszy sklep/bar, a właściwie budka, gdzie zaczęto serwować słynną lizbońską ginjinhę. To miejsce podobno nadało napitkowi nazwę i go spopularyzowało. Zawsze stoi tu długa kolejka turystów, podobnie jak w przypadku cukierni Pasteis de Belém. Ginjinha to portugalski likier wiśniowy na bazie alkoholu zwanego aguardente (woda ognista). Będąc w Lizbonie musicie koniecznie spróbować ginjinhii, która często serwowana jest w czekoladowym kubeczku.

Koniecznie spróbujcie petiscos, czyli portugalskich przekąsek, których nie należy mylić z tapas. Podobno od swego hiszpańskiego odpowiednika różnią się tym, że więcej w nich owoców morza. Pasztet z tuńczyka, małże, sardynki, ośmiornice to tylko kilka przykładów. Mogą to być również rozmaite rodzaje kiełbas, serów i oliwek. Mi zdarzyło się zjeść nawet watróbki drobiowe. Na lunch zdecydowanie polecam ukrytą pośród wąskich ulic Alfamy, niewielką restaurację Medrosa d’Alfama. Mają tu również niczego sobie ginjinhę!

 

 

 

 

 

 

Panorama miasta z wielu punktów widokowych

Doskonałym punktem widokowym jest zdecydowanie Miradouro do Portas do Sol w Alfamie. Rociąga się stąd bardzo dobry widok choćby na XVII wieczny klasztor św. Wincentego. Warto też spojrzeć na miasto z perspektywy Miradouro de Santa Luzia i  Elevador de Santa Justa. Mi został również w pamięci widok z plaży w Cascais. Mieszkaliśmy bowiem u kuzynki Césara, której dom znajduje się São João do Estoril.

 

 

 

 

 

 

Nowoczesna Lizbona

Lizbona ma również bardziej nowoczesne oblicze. Wystarczy pojechać metrem do stacji Oriente aby zobaczyć architekturę diametralnie różną od tej, którą podziwialiśmy w historycznym sercu miasta. 

Park Narodów czyli tereny Expo 98 to miejsce, które powinien odwiedzić każdy kogo interesuje nowoczesna architektura. 

Pierwszą rzeczą na którą zwróciłam uwagę było, to że mnóstwo obiektów ma tu w nazwie Vasco da Gamę. Znajduje się tu bowiem centrum handlowe Vasco da Gama, najwyższy budynek Lizbony, wznoszący się na 145 m czyli Torre Vasco da Gama, nie wspominając już o słynnym moście Vasco da Gamy. A wiecie dlaczego? Expo 98 przypadło w rocznicę jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Portugalii. 500 lat wcześniej w 1498 Vasco da Gama przetarł szlak morski do Indii. 

Przestrzenie dawnych pawilonych wystawowych pełnią teraz rozmaite funkcje. W jednym z nich mieści się choćby interaktywne muzeum wiedzy. Z kolei pawilon Atlantico jest jedną z głównych przestrzeni koncertowych Lizbony. 

Jednym z najciekawszych obiektów jest dworzec Oriente, zaprojektowany przez hiszpańskiego architekta Santiago Calatrava. To potężne założenie mieści stację metra, dworzec autobusowy oraz kolejowy. Warto tu zajrzeć aby na własne oczy przekonać się, jak wygląda współczesna wersja gotyckiej architektury.

“Oceany: dziedzictwo dla przyszłości” były tematem przewodnim w czasie Expo 98. Nic więc dziwnego, że powstało tu również największe w Europie Oceanarium. Można tu zobaczyć życie morskie czterech oceanów, Spokojnego, Atlantyckiego, Indyjskiego i Arktycznego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi, udostępniając w serwisach społecznościowych. 

Jeśli podoba Ci się tematyka bloga, sposób w jaki piszę i jak łączę pasję do archeologii z podróżami, polub Archeopasję na facebooku. Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera

Jeśli masz pytania dotyczące tematów poruszanych na blogu napisz do mnie archeopasja@gmail.com

O autorze:

Julita Rękawek
Julita Rękawek

Archeolog i pasjonatka sztuki naskalnej oraz podróżowania, zarówno palcem po mapie, jak i w rzeczywistości...

Dodaj Komentarz

  • No dobra! Mnie przekonałaś!!! 🙂 Teraz jak przekonać mojego pracodawcę, żeby dał mi wolne… Najlepiej tak z pół roku 😉 Hahahaha 🙂

    • Ty to najpierw wróć z tej kwietniówki w Rio de Janeiro :p

  • Ty to lepiej najpierw wróć z kwietniówki w Rio de Janeiro :p

Fotogaleria