Kategorie

Kilka refleksji z okazji 38 urodzin

Nie bałam się trzydziestki, właściwie to nie mogłam się już doczekać, kiedy przekroczę tę magiczną granicę. Myślałam, że z dnia na dzień stanę się kobietą. Tymczasem przez dobrę parę lat od 30-tych urodzin cały czas czułam się raczej dziewczyną. Bardziej kobietą poczułam się dopiero niedawno, kiedy różne życiowe przypadki i rozterki odarły mnie z niewinności, z naiwnego podejścia do otaczającej rzeczywistości i zbytniego przywiązania do ludzi. Właśnie kończę 38 lat i nadal nie ogarniam swojego wieku. Za dwa lata stuknie mi 40-tka, wiek, który zawsze kojarzył mi się z pełną dorosłością i życiową powagą. A ja tego kompletnie nie czuję. Nadal stoję gdzieś na bliżej nie zidentyfikowanym życiowym rozdrożu.

Do napisania tych kilku refleksji zainspirował mnie wpis znajomej na fb, która dziękując za życzenia urodzinowe, napisała, że kiedy była dzieckiem, myślała, że przekraczając ćwierćwiecze będzie miała dyplom magistra i co najmniej narzeczonego, tymczasem ma marzenia i skromnie zarysowane plany. Zaczęłam się zastanawiać jak to było ze mną w wieku 25 lat. Na pewno nie miałam jeszcze magistra, bo tuż po licencjacie w wieku 22 lat wyjechałam do USA na ponad 6 lat.  Właściwie to tam właśnie obchodziłam 22 urodziny. Na magistra czekałam do 30-tki. Miałam chłopaka, ale nie narzeczonego, z którym zerwałam po 10 latach związku. Czy miałam marzenia? Tak i to ogromne. A plany? Cóż, realizuję je do dziś. Pewnie to wina rozmiaru tych marzeń, których zmiana w plany, a następnie rzeczywistość to potężny nakład pracy.

 

Salar De Aguas Calientes, Chile

 

Ostatnio podpisałam się komuś “archeolożka, podróżniczka, autorka bloga Archeopasja.pl”. Podróżniczka? Podróżniczka kojarzy mi się z silną, zmotywowaną i gotową do działania kobietą, która nie boi się podejmować trudnych decyzji, szybko znajdując rozwiązania wszelkich problemów. Taki żeński MacGyver. A ja? Cóż, wszyscy mówią, że jestem silna. Ja jednak widzę w sobie mnóstwo słabości. Wielki ze mnie tchórz i panikarz. Potrafię popłakać się na środku ulicy, nie potrafiąc znaleźć drogi w jakieś konkretne miejsce. Archeolożka? Minęły lata świetlne odkąd coś kopałam po raz ostatni, więc to też odpada. Blogerka? Czytam różne blogi pełne motywujących treści. A ja? Ja po prostu piszę o tym, co lubię i nawet się nie zastanawiam, czy kogoś inspiruję. Jeśli tak jest, to jest to bardzo miłe i bardzo dziękuję za takie zaufanie. Niespokojny duch, powsinoga i marzycielka jak mówi moja mama? Chyba to do mnie pasuje najlepiej. Wiadomo mama ma zawsze rację! A jak mama to czyta, a czyta na pewno, to niech wie, że to tylko jej wina, bo to ona  już od czasów szkoły podstawowej najbardziej wspierała tę moją wizję zostania archeologiem! 🙂 A stąd to już tylko rzut beretem do podróżowania… a nawet wieloletniej emigracji na co mama najbardziej narzeka.

A Wy? Czego o mnie nie wiecie? 

1. Spędzałam urodziny na czterech kontynentach. 6 razy obchodziłam je w USA, trzydziestka stuknęła mi gdzieś na syryjskiej prowincji pod Aleppo, z okazji 36 pojechałam do Brazylii, gdzie bawiłam się razem z moimi przyjaciółmi z São Paulo. W ubiegłym roku byłam na emocjonalnym rozdrożu. Tegoroczne urodziny spędzam szczęśliwa, spełniona i kochana w Rzymie!

2. Miłość mojego życia, Césara, poznałam przez aplikację Tinder… dlatego nie podzielam opinii, że te aplikacje są do dupy! Od naszego pierwszego majowego spotkania w Łazienkach Królewskich w Warszawie minął już prawie rok. Wiadomo jeśli się zakochać, to tylko na wiosnę! Ale stworzyć związek na dłużej to już inna historia. My jesteśmy na dobrej drodze, w czym upewniam się każdego dnia.

3. Gdybym poślubiła moich wieloletnich partnerów, byłabym już 3-krotną rozwódką…

4. Japonia towarzyszy mi na codzień od trzech lat. Choruję bowiem na Hashimoto, chorobę autoimmunologiczną, niszczącą tarczycę. Mimo w miarę dobrych wyników badań ta choroba ma spory wpływ na moje codzienne życie. Utrudnia mi nieco prowadzenie bloga, bo słabsza koncentracja, zapamiętywanie, kojarzenie, powodują, że na wszytko potrzebuję znacznie więcej czasu. Do tego zmęczenie, słabsza forma emocjonalna, trochę depresji od czasu do czasu, trudności w powiększeniu rodziny. Mam jednak ogromne wsparcie w tym facecie, którego poznałam przez randkową aplikację 😉

5. Jako nastolatka trenowałam bieganie i skoki w dal. Byłam w tym naprawdę dobra. Moja mama do dziś przechowuje wszystkie dyplomy i medale z zawodów sportowych. Kiedyś nawet przeszło mi przez myśl, aby robić to zawodowo. Bieganie wyczynowe przegrało jednak z archeologią.

6. Potrafię zgubić się we własnym mieście, a nigdy nie zabłądziłam w São Paulo.

7. Brazylii uczyłam się przez osiem miesięcy. Zrozumiałam (choć nie do końca) dopiero rok po powrocie. Życie w centrum São Paulo bajką nie było, ale tego co tam przeżyłam i jak wiele się nauczyłam nie zabierze mi nikt!

8. Mieszkałam w USA 6 lat. Wielokrotnie wkurzało mnie życie w tym kraju. Teraz ciągle tęsknię. Tęsknię za śnieżnymi zimami i lepkim letnim upałem w Clevelend, bo w Polsce takich nie ma. Nie tęsknię jednak za rachunkami za gaz i klimatyzację. Czy można czuć zapach zakurzonych bezdroży zachodnich Stanów, kiedy od tych miejsc dzielą Cię tysiące kilometrów i cały ocean czasu, jaki upłynął kiedy byłaś tam po raz ostatni? W moim przypadku jest to jak najbardziej możliwe.

9. Ze wszystkich kontynentów, które odwiedziłam, najsłabiej znam… Europę. Dlatego postanowiłam nieco zwolnić tempo i podróżować więcej bliżej niż dalej. 

10. Moją pierwszą podróżą za granicę były kolonie we francuskiej Normandii. Byłam w 6 klasie szkoły podstawowej. Pamiętam, że zajęłam pierwsze miejsce w biegu na 100 m. Grałam jedną z syren w jakimś teatralnym przedstawieniu. Miałyśmy wynurzać się z wody, dlatego przykucnięte na plaży czekałyśmy na naszą kolej. Miałam jakieś dziwne sandały z gumką, które po kilkunastu minutach w wodzie tak nasiąkły, że kiedy miałyśmy się “wynurzyć”, człapałam jak hipopotam. Gumka roziągała się, ale sandały nie chciały się odkleić od dna hahaha. Ponadto zaliczyłam anginę z temperaturą sięgającą 40 stopni i tydzień spędziłam w izolatce… Jak widać same niezapomniane wspomnienia  😀 

11.  Nauka języków obcych przychodzi mi z trudem. Z powodzeniem posługuję się angielskim, ale już nauka portugalskiego to droga przez mękę…mimo, że dużo rozumiem i mam spory zasób słownictwa.

12. Z wykształcenia jestem archeolożką, ale od kilku lat profesjonalnie pracuję w obszarze zakupów (purchasing, procurement).

13. Nigdy nie zostałam zwolniona z pracy, mam kolekcję listów referencyjnych od poprzednich pracodawców… aż do teraz…ale to zupełnie inna historia.

14. Interesuje mnie zbyt wiele rzeczy na raz, pewnie dlatego już dawno temu porzuciłam myśl o pisaniu doktoratu.

15. Moja mama w moim wieku miała 3 dzieci, ja próbuję pogodzić się z faktem, że ten cud może mnie nie spotkać.

16. Co najmniej 3-krotnie zaczynałam pisać książkę i porzucałam pomysł. Wszystkie wersje trzymam nadal w komputerze…

17. Korzystając z faktu, że chwilowo nie pracuję, postanowiłam przysiąść w końcu nad książką. Nie będzie o podróżach, ale o archeopodróżach po USA. Będzie o tym jak się podróżuje mając archeologiczną duszę i wykształcenie. Będzie po prostu o USA oczami archeologa. Takie mam plany i wcielam je powoli w życie.

18. Prawie zapomniałam. Już jako 6-latka potrafiłam pokazać na mapie wszystkie kontynenty, wiele krajów, a nawet ich stolice…, przeważnie tych z najodleglejszych zakątków świata, a wszystko dzięki rozpadającemu się ze starości atlasowi produkcji radzieckiej haha. Zaczytywałam się w książkach przygodowych i jako nastolatka marzyłam o zobaczeniu Jukonu i podróży na Alaskę. To marzenie spełniło się wiele lat później, kiedy wyladowałam na lotnisku w Anchorage.

19. Mój blog nie ma zbyt wielu odsłon i nie wiem czy to przez to, że marnie piszę, czy dlatego, że kuleję z SEO. 

20. Chciałabym w przyszłości zamieszkać na północy Portugalii w jednym z tych kamiennych domów z ogrodem, w którym bedą rosły oliwki. 

Kiedy to czytacie, ja przesyłam Wam pozdrowienia ze słonecznej Italii, machając do Was z Rzymu. Do zobaczenia po powrocie. Wtedy przyjdzie czas na rzymskie opowieści i kolejne żmudne prace nad książką. Planuję też napisać na bloga kilka archeopodróżniczych tekstów o USA z dala od utartych szlaków.

 

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi, udostępniając w serwisach społecznościowych. 

Jeśli podoba Ci się tematyka bloga, sposób w jaki piszę i jak łączę pasję do archeologii z podróżami, polub Archeopasję na facebooku. Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera

Jeśli masz pytania dotyczące tematów poruszanych na blogu napisz do mnie archeopasja@gmail.com

 

O autorze:

Julita Rękawek
Julita Rękawek

Archeolog i pasjonatka sztuki naskalnej oraz podróżowania, zarówno palcem po mapie, jak i w rzeczywistości...

Dodaj Komentarz

  • Ale super 🙂
    Faktycznie wielu rzeczy nie wiedziałam… mimo że wpadam tu ostatnio często 🙂
    Super wiek, super plany i super energia!
    Życzę duuużo siły w osiąganiu kolejnych celów no i dużo, dużo miłości 🙂
    Będę was odwiedzać w Portugalii 🙂
    Do zobaczenia w Warszawie, kiedy będę miała okazję Cię urodzinowo uściskać!

  • Gdybym nie była brazyliologiem, to na pewno zostałabym archeologiem 🙂 Świetny blog, nie przejmuj się SEO (kto ma tu trafić, to trafi) i koniecznie napisz książkę! Do zobaczenia w Porto 😉

    • A zostałabym brazyliologiem, gdybym nie była archeologiem 😉 Dziękuję za miłe słowa i do zobaczenia już niedługo w Porto! 🙂

Fotogaleria