Kategorie

Starożytność tuż za progiem. Lokalne podróżowanie w sercu północnej Portugalii

O starożytnej historii północnej Portugalii świadczą nie tylko rzymskie inskrypcje na kamieniach wbudowanych w fasadę katedry w Bradze. Natrafimy na nią również w niewielkich miasteczkach i wsiach, gdzie odległa przeszłość niemal doskonale wkomponowuje się we współczesny krajobraz. Dziś opowiem wam nie o potężnej Conímbridze i eleganckiej Evorze, ale o miejscach ukrytych, na pierwszy rzut oka niepozornych. Miejscach tchnących przygodą, która niczym gra terenowa, odsłoni przed nami, skrywający się tuż za progiem naszego domu starożytny świat w mikroskali.

Kamień z rzymską inskrypcją. Katedra w Bradze

 

Samochód podskakuje na kamieniach mostu, którym 2000 lat temu toczyły się koła rzymskich wozów. Zmęczony letnim upałem pies odpoczywa w cieniu drzewa, którego konary przysłaniają dawną rzymską drogę. Pokryty rytami głaz wyłania się spośród zielonych winnic, z których utkany jest otaczający krajobraz.

Felgueiras to 60-tysięczne miasto położone zaledwie 60 km na północny wschód od Porto. Leży w regionie, który z geograficznego i historycznego punktu widzenia jest sercem północnej Portugalii. Tu niedaleko znajduje się przecież Guimarães, kolebka portugalskiej państwowości. W Felgueiras zatrzymujemy się co roku. Tu znajduje się rodzinny dom Césara. Każda kolejna podróż w rodzinne strony mojego partnera upewnia mnie w przekonaniu, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Każde działanie ma swoje konsekwencje w niekończącym się łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Jestem pewna, że gdyby nie César, nigdy bym tu nie trafiła. W pewien sposób znalazłam się w Felgueiras zupełnie nieświadomie, bo przecież gdyby mój partner stamtąd nie pochodził, to czy w ogóle przeszłoby mi przez myśl aby zatrzymać się w jakimś sennym, mało znanym miasteczku gdzieś w północnej Portugalii? Raczej nie i dziś wiem na pewno, że straciłabym bardzo wiele. Kiedy już bowiem tam trafiłam, rozejrzałam się wokół, przewertowałam stosy publikacji i stron internetowych w języku portugalskim, odkryłam, że dla takich jak ja pasjonatów lokalnej przeszłości, Felgueiras oraz jego bliższe i dalsze okolice to prawdziwe archeologiczno-historyczne eldorado.

Typowy krajobraz okolic Felgueiras. W tle klasztor w Pombeiro

 

W promieniu zaledwie 20 km od naszego portugalskiego domu znajdują się ruiny rzymskiej posiadłości ziemskiej, 2 rzymskie mosty, 4 miejsca gdzie zachowały się fragmenty drogi z tego samego okresu oraz co najmniej 2 stanowiska ze znacznie starszymi rytami naskalnymi. Z kolei na owych zielonych wzgórzach, które tak silnie działają na moją wyobraźnię, znajdziecie niejednokrotnie ruiny ufortyfikowanych osad z epoki brązu i żelaza, ale o nich opowiem wam w osobnym wpisie. 

Castro de Monte Mozinho w pobliżu Penafiel

 

Villa rustica – wiejska posiadłość z czasów rzymskich

4,5 kilometra to dystans, który dzieli nasz ogród od ruin willi z czasów rzymskich w pobliskim Sendim. Natrafiono na nią przypadkiem w 1992 roku w trakcie prac archeologicznych wyprzedzających budowę domu. Villa Romana de Sendim znajduje się u podnóża wzgórza, na którym górowała niegdyś osada kultury castreja. To typowa villa rustica, wiejska posiadłość położona zaledwie 35 km od Bragi, znanej w czasach rzymskich jako Bracara Augusta. Ufundowana przez Rzymian około 16 r p.n.e. Braga, szybko stała się stolicą prowincji zwanej Gallaecia, która obejmowała obszar współczesnej Galicji oraz północnej Portugalii.

Willa rzymska w Sendim (Felgueiras)

Tuż u podnóża wzgórza, na którym niegdyś wznosiła się ufortyfikowana osada kultury Castro (port. Castreja), znajdują się ruiny rzymskiej wiejskiej willi. Choć początki posiadłości sięgają drugiej połowy I wieku, to jej rozkwit przypada na przełom III i IV stulecia. Wtedy podłogi obiektu zdobiły kolorowe, zaaranżowane w geometryczne wzory mozaiki. Ceramika odkryta na stanowisku liczona jest w tysiącach. Są to zarówno fragmenty naczyń codziennego użytku, jak i wyszukana zastawa stołowa. Spoglądająca na niewielką zieloną dolinę willa była niewątpliwie obiektem luksusowym. Świadczą o tym choćby pozostałości caldarium, gdzie zażywano gorących kąpieli oraz podłogowego systemu ogrzewania zwanego hypocaustum, z którego zachowały się słupki (pilae), na których wznoszono podłogę. Willę (Villa Romana de Sendim) odkryto w 1992 roku, a od niedawna jest dostępna dla zwiedzających i posiada maleńkie, ale za to bardzo ciekawe centrum interpretacyjne. A teraz uwaga! Pewnie nigdy bym tam nie trafiła (no bo kto o zdrowych zmysłach jedzie do Portugalii i zatrzymuje się w jakimś bliżej nieokreślonym, sennym miasteczku), gdyby nie César, którego rodzinny dom w Felgueiras znajduje się zaledwie 4,5 km od owej rzymskiej willi. Mało kto trafia w to miejsce i dlatego mieliśmy ogromną przyjemność spędzić niepowtarzalny czas sam na sam z ruinami, a pracownicy centrum interpretacyjnego poświęcili nam swój czas, dzieląc się wiedzą, oprowadzając po obiekcie oraz zapraszając do pracowni archeologicznej, pokazując rekonstrukcje mozaik oraz ceramikę. Dziękujemy/Obrigada Visit Felgueiras Już niedługo na blogu pojawi się pierwszy tekst z Portugalii i będzie o … lokalnym podróżowaniu. Okazuje się bowiem, że wokół Felgueiras kryją się prawdziwe archeologiczne skarby!

Opublikowany przez Archeopasja – archeologia i podróże Piątek, 24 sierpnia 2018

 

Widok z dominującego nad ruinami willi wzgórza jest nie tylko malowniczy, ale ważny ze strategicznego punktu widzenia. To właśnie dzięki swemu specyficznemu położeniu osady kultury castreja kontrolowały naturalne szlaki komunikacyjne oraz bogate w zasoby terytoria. Wszystko było bowiem w zasięgu wzroku. Jedną z takich osad było w czasach przedrzymskich Sendim. Castro dominowało nad leżącą między rzekami Ferro i Bugio doliną, będącą częścią regionu bogatego w cynę. W drugiej połowie I w. n.e. władza nad tym obszarem przeszła w ręce tego, kto wziósł w Sendim swój rzymski dom. Nie zachowały się żadne inskrypcje, które mogłyby nam podpowiedzieć, czy właścicielem willi był rodowity Rzymianin, czy też zromanizowany autochton. Jedno jest pewne, posiadłość była symbolem nowego porządku i stylu życia w regionie, który wraz z Rzymem przybył na to odległe pogranicze ówczesnej Europy.

Na pierwszy rzut oka pozostałości willi nie są zbyt imponujące. To 2100 m² połączonych ze sobą kamieni, tworzących prostokąty i kwadraty dawnych pomieszczeń. Jednak na przełomie III/IV stulecia podłogi obiektu zdobiły kolorowe, zaaranżowane w geometryczne wzory mozaiki. Odkryto tu tysiące fragmentów ceramiki, pochodzących zarówno z naczyń codziennego użytku, jak i luksusowej terra sigillata. Do dziś nie oszacowano całkowitej wielkości posiadłości. Jednak o jej ważnym znaczeniu w regionie świadczy choćby jej wyszukana architektura. Ktokolwiek mieszkał tu blisko 2000 lat temu, jego standard życia nie odbiegał od tego, jakim cieszyli się inni przedstawiciele rzymskiego imperium. Spoglądająca na niewielką zieloną dolinę willa, była niewątpliwie obiektem luksusowym. Widać to w pozostałościach caldarium, gdzie zażywano gorących kąpieli. Zachowały się również słupki (pilae), na których wznosiła się podłoga. Świadczą one o istnieniu w willi hipocaustum, czyli podłogowego systemu ogrzewania.

Willa opierała się najazdom Swebów i Wizygotów aż do połowy VI wieku, kiedy jej olśniewające wnętrza strawił potężny pożar. Niektóre z pomieszczeń noszą ślady użytkowania w kolejnych wiekach. Kto wie, może zatrzymywali się w niej na odpoczynek średniowieczni wędrowcy. Kiedy wędrowałam pośród ruin przypomniał mi się fragment powieści Kazuo Ishiguro „Pogrzebany Olbrzym”, który wręcz idealnie wpasował się w ten magiczny dla mnie moment.

„Willa stała dalej od drogi niż to zapamiętała Beatrice. Kiedy na ziemię spadły pierwsze krople deszczu i niebo nad nimi jeszcze bardziej pociemniało, szli akurat długą wąską ścieżką, zarośniętą do pasa pokrzywami, które musieli siec kosturami. Z drogi ruiny były dobrze widoczne, jednak kiedy zaczęli się ku nim przedzierać, przesłoniły je gęste zarośla i drzewa. Dlatego kiedy wyłoniły się nagle przed nimi, wędrowcy przyjęli to z pewnym zaskoczeniem, lecz i z ulgą. Za rzymskich czasów willa musiała być imponująca, ale teraz została z niej tylko mała część. Wspaniałe niegdyś posadzki, wystawione na działanie żywiołów szpeciły kałuże stojącej wody. Między wyblakłymi płytkami rosły trawa i chwasty. Kikuty ścian, gdzieniegdzie wysokie tylko do kostek, dawały pewne pojęcie o dawnym rozkładzie pomieszczeń.”

W Centrum Interperetacyjnym przy willi w Sendim przechowywane są  także zabytki z Povoado da Cimalha. Na pozostałości rozległej osady z późnej epoki brązu natrafiono w trakcie ratowniczych badań archeologicznych, wyprzedzających budowę drogi szybiego ruchu. Prehistoryczna osada znajdowała się na niewielkim wzgórzu o łagodnych zboczach we wsi Cimalha, w gminie Felgueiras. To jedynie 5 kilometrów od naszego domu. Dzięki uprzejmości pracowników centrum udało nam się zobaczyć zrekonstruowane naczynia, których fragmenty odkryto na stanowisku. Povoado da Cimalha jest ciekawe ze wzgędu na liczące 175 grobów cmentarzysko, które znajdowało się wewnątrz osady. Archeolodzy uważają, że świadczy to o braku podziału przestrzeni na strefę żywych i umarłych. Bliska obecność zmarłych była częścią codzienności mieszkańców osady.

Via Romana – rzymskie drogi

Powiedzenie „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” istnieje nie bez kozery. Rzymskie drogi to dziesiątki tysięcy kilometrów ułożonych w pocie czoła utwardzonych szlaków, będących symbolem strategicznego i inżynierskiego geniuszu starożytnych budowniczych.

Właściciel willi w Sendim na stałe mieszkał zapewne w Bracara Augusta. Do swej wiejskiej posiadłości nie musiał przedzierać się przez zarośla, jak opisani wyżej wędrowcy. Podróż odbywał drogą, na której ślady możemy natrafić aż w 4 miejscach w okolicach Felgueiras. Fragmenty Via Romana można zobaczyć w Caramos, Pombeiro, Ameal-Souto i w Vila Fria.

Na dziedzińcu, tuż przy wejściu do Centrum Interpretacyjnego w Sendim, stoją dwa kamienie. W przeszłości zapewne dekorowane, dziś wyryte na nich wzory trudno zidentyfikować. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że pochodzą z dobrze zachowanego fragmentu via romana na tyłach klasztoru w Pombeiro. Dystans jaki dzieli to miejsce od rodzinnego domu Césara to zaledwie 6 km. Nic więc dziwnego, że po kamieniach rzymskiej drogi w Pombeiro wędrowałam już trzykrotnie. To jedno z tych miejsc, do których mogłabym wracać nieustannie i które nigdy mi się nie znudzą.

Struga wody meandruje pomiędzy nierównymi kamieniami ścieżki, która dziś bardziej przypomina „kocie łby” niż dawną, wyłożoną kamiennymi płytami rzymską drogę. Otoczona z obu stron winnicami, pnie się w górę, ginąc na chwilę za łagodnym zakrętem. Stojąc z rozpostartymi ramionami pośrodku ścieżki, nie jestem w stanie dotknąć flankujących ją z obu stron kamiennych murów, które osłaniają pola winogron. Nie była to zatem jakaś niepozorna, lokalna droga. Miała co najmniej 3,4 metra szerokości, co oznacza, że spokojnie mogły się na niej minąć dwa wozy. Via Romana w Pombeiro była częścią systemu dróg, łączących imperium. Kroczyły nią rzymskie legiony, kupcy przewozili towary, rozwijając handel, posłańcy przemierzali ją przewożąc państwową pocztę. Była częścią rzymskiej innowacji, która pozwalała w sprawny, jak na owe czasy sposób, zarządzać ogromnym obszarem imperium, sięgającym 3 kontynentów.

Ponte Romana – rzymskie mosty i starożytna turystyka

Drogi rzymskie rządziły się specyficznymi prawami. Główną zasadę ich wytyczania można wyrazić dwoma słowami „prosta” i „krótka”. Miały bowiem przebiegać możliwie w linii prostej i stanowić jak najkrótszą odległość między punktami w terenie. Co zatem zrobić, kiedy na drodze pojawi się rzeka? Najlepiej zbudować most. Do dziś w okolicach Felgueiras zachowały się co najmniej 2 rzymskie mosty. Przez Ponte do Arco w Vila Fria bez wątpienia przechodziła rzymska droga, której fragmentem na tyłach klasztoru w Pombeiro wedrowałam zaledwie 2 tygodnie temu.

„W wielu krajach tryskają dobroczynne wody, tu zimne, tam gorące, w niektórych miejscach chłodne i letnie, ale wszędzie obiecujące ulgę chorym” – napisał Pliniusz Starszy. Jedno z takich miejsc znajdowało się w Vizeli, 16 kilometrów od naszego domu w Felgueiras. Nic więc dziwnego, że to właśnie tu, na terapię termalną, César przywoził swoją babcię.

Ponte Velha w Vizeli to w pewnien sposób symbol ruchu turystycznego czasów starożytnych. Caldas de Vizela było doskonale znane mieszkańcom rzymskiej Luzytanii. Most przemierzali kuracjusze, udający się do istniejącego tu już w starożytności „sanatorium”, gdzie dobroczynne, bogate w minerały wody leczyły rozmaite dolegliwości, od chorób skóry, przez problemy oddechowe, po reumatyzm. Nawet nazwa miejscowości kuracyjnej nawiązuje do czasów rzymskich. Słowo „caldas” wywodzi się bowiem od łacińskiego „caldus”, co można przetłumaczyć jako „ciepły”. Caldas jako toponim do dziś przetrwało w portugalskim nazewnictwie, określającym uzdrowiska z basenami termalnymi. Stosowana w nich hydroterapia sięga swoją historią czasów rzymskich.

Dziś Caldas de Vizela jest najbardziej rozbudowanym spośród 18 termalnych SPA w północnej Portugalii. Można powiedzieć, że współczesne uzdrowisko wznosi się na antycznych termach, na których pozostałości natrafiono już pod koniec XVIII wieku przy Praça da República, niecały kilometr od rzymskiego mostu. Ze starożytnego krajobrazu Caldas de Vizela zachował się tylko ten wybudowany z granitu, trzyłukowy most. Zachował się jednak tak dobrze, że niech nie zdziwi was fakt, że w XXI wieku nadal jeżdżą po nim samochody i spacerują piesi kuracjusze pobliskich term.

Lokalne powiedzenie mówi, że kto choćby raz zanurzy nawet palec w „bica quente”, czyli termalnym źródle, na zawsze pozostanie więźniem Vizeli. Coś w tym musi być, ponieważ jestem pewna, że wrócę tu jeszcze nie raz.

Penedo de São Gonçalo – głaz z rytami naskalnymi

Penedo de São Gonçalo to kolejne ogniwo łańcucha przyczynowo-skutkowego mojej przygody z lokalną historią okolic Felgueiras. Gdybyśmy nie odwiedzili rzymskiej willi w Sendim, nie spotkalibyśmy archeologa, który zaprosił nas do swojej pracowni i pokazał miejsca, których nie sposób znaleźć w żadnych przewodnikach. Na wieść o mojej fascynacji sztuką naskalną wyszukał w zasobach swojego komputera i stertach archeologicznych opracowań informacje o stanowiskach z rytami naskalnymi, dosłownie rzut beretem od naszego portugalskiego domu. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że gdzieś tutaj pośród pól kukurydzy i wzgórz porośniętych winnicami można stanąć oko w oko z przeszłością wyrytą w kamieniu.

Granitowy głaz rozsiadł się wygodnie na niewielkim wzniesieniu we wsi Varziela, niecałe 3 km od naszego domu. Chłodząc się w upalne sierpniowe popołudnie w cieniu drzew, spoglądał leniwie na roztaczający się w dole krajobraz, niekończącą się krainę zieleni, którą tworzą ciągnące się niemalże po horyzont pola winogron.

Żwirowa droga skończyła się niespodziewanie tuż naprzeciw ukrytego pośród drzew domu. Kiedy głośno zastanawialiśmy się, w którym kierunku powinniśmy się udać, z bramy budynku wyłoniła się staruszka. Szybko pokazała nam drogę do głazu z rytami, i potrząsając z uśmiechem swoją laskę, opowiedziała lokalną legendę, związaną z miejscem, którego szukaliśmy.

Kilkaset lat temu przybył tu św. Gonsalwy i wrzucił swą laskę do potoku Longra, dopływu rzeki Sousa. Laska popłynęła aż do pobliskiego miasteczka Amarante, którego patronem został Gonsalwy. Na głazie, znajdującym się na prawym brzegu owego potoku święty mąż zostawił wyryte znaki, przez co miejsce to do dziś zwie się skałą św. Gonsalwego (Penedo de São Gonçalo).

Głaz jest bardzo duży. Jego długą na blisko 5 metrów powierzchnię, znaczą dziesiątki petroglifów o długiej chronologii, sięgającej od schyłkowego neolitu po późną epokę brązu i wczesną epokę żelaza. Ryty powstawały zatem na przestrzeni długiego odcinka czasu.

Przedstawienia wpisują się w repertuar motywów, charakterystycznych dla Atlantyckiej Europy, czyli przede wszystkim abstrakcyjne wzory geometryczne oraz schematyczne przedstawienia zwierząt i ludzi. Obok miseczkowatych wyżłobień, koncentrycznych kół i spiral, najbardziej zaskoczyły mnie ludzkie stopy, zaaranżowane parami. Takich par wyryto na powierzchni głazu kilkadziesiąt. Wiele z przedstawień udało się zidentyfikować dopiero dzięki zastosowaniu fotogrametrii. Gołym okiem trudno bowiem rozpoznać czworonogi, w tym konie, których na panelu jest aż kilkanaście. Nie wspominając już o tym, że niektóre z koni dosiadają postacie ludzkie. Jedno z najlepiej widocznych przedstawień, przypominające na pierwszy rzut oka schematycznie wyrytą ludzką stopę, niemal do złudzenia przypomina rzymską lirę…

Sztuka naskalna fascynuje mnie głównie dlatego, że tak trudno odpowiedzieć na pytanie czy i jakie przesłanie stoi za wybranym przez prehistrycznych artystów repertuarem motywów. Co oznaczają wyryte i namalowane na skalnych powierzchniach wzory? Przedstawienia nieustannie gimnastykują nasz umysł i rozpalają wyobraźnię, kreując dziesiątki potencjalnych odpowiedzi. Jednak jak wiele z nich jest w stanie przetrwać próbę czasu…


Do Felgueiras wracamy co roku i wydawać by się mogło, że wkrótce wyczerpiemy worek destynacji z napisem „lokalna historia”. Nie ma jednak nic bardziej mylnego. Lista wydaje się nigdy nie kończyć. Na miejsce tych skreślonych, wskakują kolejne, które jedynie pobudzają nasz podróżniczy apetyt. Nasze głowy pękają od informacji na temat nowych, ciekawych miejsc, które zdają się być na wyciągnięcie ręki, kiedy późnym popołudniem odpoczywamy na tarasie naszego portugalskiego domu, delektując się smakiem mocnej kawy i wpatrując w naznaczony bogatą historią lokalny krajobraz. Dlatego szybko zmieniamy je w podróżnicze plany na kolejny rok.

 

Tekst powstał w oparciu o poniższe źródła


Jeśli podoba Ci się tematyka bloga, sposób w jaki piszę i łączę pasję do archeologii z podróżami, polub Archeopasję na facebooku i instagramie. Bądź na bieżąco i zapisz się do newslettera

Jeśli masz pytania dotyczące tematów poruszanych na blogu napisz do mnie archeopasja@gmail.com

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi, udostępniając w serwisach społecznościowych. 

O autorze:

Julita Rękawek
Julita Rękawek

Archeolog i pasjonatka sztuki naskalnej oraz podróżowania, zarówno palcem po mapie, jak i w rzeczywistości...

Dodaj Komentarz

Fotogaleria